Aż wstyd przyznać, jakie mamy zaległości w galerii zdjęć. Ale nie ma tego złego... Bo za to możecie prześledzić, jak na przestrzeni kilku ostatnich miesięcy wyrosło nasze "Maleństwo". Zapraszam więc do albumu
Buty - to chyba przedsmak szykowania się na jakieś disco? A żeby było do tańca i do różańca zobaczcie też kilka fotek z naszej rodzinnej pielgrzymki do
Łagiewnik. My pielgrzymowaliśmy z Kasią, a Kasia z lalą. Na wspomnienia lata zapraszamy do albumu
Lato, a potem do bliższych naszym czasom
"Jesiennych spacerków". A na deser dwa nowe zdjęcia uzupełniające album
Słodka jak śpi. Patrząc na pozycje w jakich zasypia nasze dziecko czuję się straszną konserwatystką...
Zwierzenia ciężarnej - Szok po szoku
Ostatnio stoję w kolejce po wędlinę. Kolejka składa się z młodego pana i mnie. Pan czeka cierpliwie, aż zainteresuje się nim ekspedientka. Gdy słyszy upragnione "Co podać?" - widząc mój olbrzymi brzuch - pyta mnie uprzejmie czy mam dużo do kupienia. Jest to dla mnie baaardzo szokująca chwila, gdyż przez ostatnie 8 m-cy nie spotkałam się z najmniejszym gestem "łaskawości" wobec ciężarnej w sklepie. Biorąc pod uwagę fakt, że w poprzedniej ciąży było podobnie, to można powiedzieć, że na tę chwilę czekałam 17 m-cy! Ale do rzeczy. Rozdziawiłam buzię, z trudem opanowałam szok i wydukałam rezolutnie: "Niee..." Na co pan o anielskich zamiarach machnął ręką, powiedział: "E, dobra". I podjąwszy MĘSKĄ decyzję zaczął kupować pierwszy.
Dialog z Martynką (lat 7)
Wczoraj próbowałem ubrać moją córkę w piżamę i śpiworek. Kasia jednak nie była zainteresowana sprawą i robiła wszystko, żeby się nie ubrać. Powiedziałem więc podnosząc głos: Kasiu zaraz skończy mi się cierpliwość!!!
Martynka na to: wujek, mówisz jak mój tato.
Ja: no widzisz, widocznie mężczyźni tak mają.
Martynka: nooo, muszą poganiać leniwe kobiety...

Wczoraj wieczorem kładę Kasię spać. Buch do łóżeczka, wychodzę z pokoju, słyszę ciszę, myślę: zasypia. Zabieram się za kolację, pilot do ręki, słyszę: "si, si". Odkładam kromę i nauczona doświadczeniem nie wyciągam Kasi z łóżeczka, tylko dociekliwie pytam: "Kto chce siku?". "Muśt!" (czyli miś). A że Kasia zasypia zawsze z tym misiem w objęciach, myślę: jak miś chce siku, to nie zaśnie ani on, ani Kasia.
Dobra, biorę misia, idę z misiem siku. Przynoszę Kasi misia. No, mogą iść spać.
Wracam do kromy, pilot w rękę i znów słyszę: "si, si". Informuję sprzed telewizora, że miś już zrobił siku, niech się przytulą i śpią. Ale Kasia wzięła głęboki oddech i po raz pierwszy usłyszałam z jej ust słowo: "ten, teeen!". Coś mnie tknęło, idę, patrzę, a tam za burtę wystawiony jest już następny miś. Walał się zawsze między szczebelkami a ścianą, nigdy nie zauważony, a teraz chce siku!!! Głęboki oddech i idę konsekwentnie z drugim misiem siku. I nagle mnie tknęło: "Cholera!, przecież tam jest jeszcze żyrafa, myszka i pies..."
Myśleliśmy, że wychowamy nasze dziecko w wierze katolickiej. Ale jako, że jest to "jednostka suwerenna" zaczęła już praktykować medytacje wschodu. A, że jej się przy tym czasami przy tym zasypia...
Zresztą zobaczcie sami.

Małe dzieci uwielbiają wycieczki do ZOO - tak mi się zdaje. Trudno się im dziwić - zwierzęta, których nie mogą spotkać na co dzień są właśnie tam. Tylko, żę zwierząt nie było. O godzinie 10.00 wszystkie były jeszcze w stanie alfa. Na wybiegu pustki. Goryle i żyrafy ratowały sytuację. Zdjęcia w
galerii.

To już 5 latek mamy razem z żonką :)

W tym roku podobnie jak w poprzednim na wakacje wybraliśmy się w czerwcu. Tym razem wybór padł na Wisłę. Gospodarstwo agroturystyczne U Matysa. Kasia świetnie się tam czuła. Miała plac zabaw dla siebie, była zjeżdżalnia, trampolina no i najważniesze - była lala w wózku.
Robilśmy piesze wycieczki po okolicy. Generalnie do sklepu i z powrotem.
W gospodarstwie była obora z dwiema krowami i małym byczkiem, był prosiaczek i króliki, na które Kasia mówiła
tyiś. A
tyiś robiły hop hop, krowa
muee, a owieczki
me e e. Zdjęcia w
galerii.
Od jakiegoś czasu Kasia porozumiewa się z nami używając własnego słownika. Oto kilka zwrotów:
bał - balon
daj - daj, masz
taj je - tutaj jest
mma - nie ma
bzim bzim - długopis
dziaduś - dziadek
babo babo - zestaw: wiaderko, foremki, łopatka i grabki
brm brm - samochód, rower
uje - dziękuję
pau - pan
A najbardziej słyszalne i najpierwsze są słowa AM AM!!! i NIE NIE!!!

Od dzisiaj mamy nowy wygląd strony. Są też nowe
zdjęcia z basenu.
Tak się złożyło że Kasia odkryła rowery w garażu. Zanim jednak to zrobiła miałem plan, żeby pojeździć z nią rawerem. Fotelik już był tylko kasku brakowało. Toteż kask pojechaliśmy kupić razem z Kasią. Wybrała żółty. Obecnie mamy tylko jedną trasę rowerową przy torach. To dodatkowa atrakcja, bo pociągów Kasia też nigdy nie widziała.

Wpadliśmy na genialny pomysł. Kasia jeszcze nie jechała autobusem i postanowiliśmy to zmienić. Kupiliśmy cztery bilety po 2,10, Kasię wrzuciliśmy do wózka i poszliśmy na przystanek. Sprawdziłem prędzej kiedy jedzie niskopodłogowy. Wsiedliśmy do autobusu i wszystko było świetnie tyle tylko, że na Kasi jazda autobusem nie zrobiła wrażenia... Wysiedliśmy na drugim przystanku, przeszliśmy na drugą stronę drogi i wróciliśmy do domu innym niskopodłogowcem...

Dzięki uprzejmości Oli i Piotra mamy kilka nowych zdjęć z naszego majowego wypadu na wieś. Zapraszam do
galerii.

Kasia po raz kolejny uczy się pływać. Zapraszamy do
galerii zdjęć z lekcji pływania.

Wszoraj u Jacka był wielki dzień. Wino dojrzało i zostało zabutelkowane. Czyste klarowne, dobre i mocne. Więcej chyba nie trzeba tłumaczyć...
30 butelek + dwa baniaczki 1,5 litra no i oczywiście kilka lampek na degustację.